wtorek, 27 października 2015

Wirus po raz pierwszy


Moje dziecko to do tej pory okaz zdrowia. 10 miesięcy życia bez przeziębień i innych okrucieństw. Nie, nie karmimy się piersią już od dawna,  ale o tym innym razem.

Moje dziecko jest najbardziej wyrozumiałym dzieckiem, lub po prostu jest dzieckiem na miarę wytrzymałości swojej matki. Przesypia całe noce odkąd skończyło 2 miesiące. Skończył - bo moje dziecko to syn - pierworodny. Przebudza się w nocy, śpi w swoim łóżeczku, trzeba mu dać cumelek lub bardziej po polsku mówiąc smoczek uspokajacz, i śpi dalej.

Moje dziecko oczywiście jest tylko dzieckiem, i gdy boli go brzuszek  lub idą ząbki nie śpi tak pięknie. Przeżyłam już wiele nie przespanych nocy z powodu bólu brzucha lub ząbkowania. Wtedy moim emocjom niestety najbliżej do emocji z posta k l i k. Źle znoszę brak snu po prostu. Ale sama nie wiem skąd zawsze moje ciało znajduje energie i cierpliwość na przeżycie takiej nocy. Czasem towarzyszy temu przepływ przekleństw przez moją głowę, ale dziecko zawsze zostaje wy-lulane, wy-przytulane i ostatecznie wyspane. Normalna rzecz dla każdej matki - tak myślę.

Moje dziecko niestety w końcu dopadł on - wirus. Ten trzydniowy mam nadzieje. Od paru dni mieliśmy katar - oboje, ja też jestem całkiem smarkata. Piątkowy poranek (jak dla mnie 5 rano to noc) przywitał mnie zwrotem treści żołądkowej ale zbagatelizowałam to bo Mały bardzo się wiercił na łóżku  - pomyślałam że przygniótł żołądek. Dzień mijał spokojnie, troszkę mniejszy apetyt -  zdarza się.

Moje dziecko zasnęło całkiem spokojnie. Nawet włączyłam sobie telewizor, taka rozrywka dla ubogich. Wrócił mój szanowny małżonek, jakieś wino się trafiło. Przytuliłam się do poduszki z ciężką głową i z nadzieją że szybko zasnę. Cóż nadzieja umiera ostatnia...

Moje dziecko obudziło się z tak przeraźliwym krzykopłaczem jakiego jeszcze moje uszy nie słyszały. Z racji weekendu, zerwał się szanowny - jego dyżur. Zawsze jest tak samo, Mały widzi tatę i już jest po spaniu. Tata = zabawa. Niestety zabawa nie wchodziła w grę bo Małemu ewidentnie było coś bardzo nie tak. Intuicja matki podpowiada że to brzuch nie ząbki, jednak standardowe kropelki na wzdęcia nie pomogły.

Moje dziecko cierpi, widzę to i nie rozumiem. Zrobiłam wszystko jak zawsze, nie pomaga. W głowie świeci się czerwona lampka.  Biegnę po termometr - gorączki brak. Czuję się bezradna, w mojej głowie brak zwyczajowego sennego rozdrażnienia jakie towarzyszy mi przy zarywaniu nocy. W mojej głowie jest milion myśli szukających powodu cierpienia mojego dziecka.

Moje dziecko marszy czoło z bólu. Zwija się po łóżku. Więc jednak brzuszek myślę - sadzamy na nocnik. Biegunka. Do rana jeszcze kilkukrotnie. Rano brak apetytu,  pragnienia też, wyskakuje temperatura. Pierwsza w życiu gorączka mojego dziecka. Jestem zestresowana. Kontakt z lekarzem. Podawać probiotyk, zbijać gorączkę, nawadniać, czekać.

Moje dziecko kolejną dobę męczy się z biegunką i temperaturą. Tule, całuje, sprawdzam ciepłotę główki. Mija kolejna doba, kolejna nie przespana noc. Wymioty, biegunka. Jestem wykończona,  ale nie czuje tego, czuwam przy Małym. Poranek wita nas uśmiechem. Nawet delikatne śniadanie się przyjęło. Będzie coraz lepiej - tak czuje.

Moje dziecko czuje się coraz lepiej. Trzy dni stresu. Przeżyłam pierwszą chorobę swojego dziecka. Ważne doświadczenie. W naszym życiu jest wiele pierwszych razów. Pierwszy ząbek, pierwsze wstawanie, pierwsze świadome buziaki, pierwsze uśmiechy, pierwsze słowo... są też i te mniej radosne - jak pierwsza choroba.  Równie ważny pierwszy raz dla matki jak każdy inny, a nawet ważniejszy. Pomaga kształtować matczyna miłość, docenić to co mamy... Podświadomie gdzieś czekałam na tą pierwszą chorobę, bałam się tego i czekałam. Ciesze się że przeszliśmy to tak łagodnie,że Mały się nie odwodnił i nie skończyło się w szpitalu. Teraz wiem ze gdy znów się to wydarzy poradzę sobie. Że mam w sobie te pokłady siły.

Podziwiam wszystkie matki których dzieci chorują przewlekle, które spędzają niezliczone doby w szpitalach przy łóżkach swoich dzieci. Dla mnie są heroskami tego świata.  Modlę się za nie wszystkie i modlę się za swoje dziecko żeby nigdy nie chorowało...

Rady na przyszłość - zaufać sobie, najlepiej znasz swoje dziecko, czujesz co mu pomoże, czujesz że będzie lepiej... nie panikuj, obserwuj. Pamiętaj aby:

  • nawadniać, często w małych ilościach, można skorzystać z doustnych środków nawadniających, zapytaj w aptece i uzupełnij domową apteczkę
  • podawać probiotyk, należy uzupełnić florę bakteryjną jelit maluszka
  • zbijaj temperaturę, miej zawsze w domowej apteczce środek zarówno w czopkach jak i w zawiesinie.. (podczas biegunki nie można podać czopków)
  • posiłki delikatne w małych ilościach
  • przytulaj, mama jest najlepszym lekarstwem
  • a na początku skontaktuj się z lekarzem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli to, co właśnie przeczytałeś spodobało Ci się, poruszyło Twoje serce, lub usta do uśmiechu, pozostaw swój komentarz.
Jeśli nie, to kulturalna, konstruktywna krytyka zawsze mile widziana.




TOP