czwartek, 22 października 2015

Wścieklizna Matki


Zakupy... te konieczne, spożywka. Postanowienie. Wyprawa do sklepu - piechotą... Spalisz przynajmniej trochę tego obleśnego tłuszczu co to umiejscowił się na Twoich biodrach (po ciąży, a jakże)... Tak myślisz...

Dziecko zostawiasz z babcią.  Już nie możesz się doczekać, aż zatrzaśniesz za sobą drzwi. To nic, że pogoda nie sprzyja, marzysz tylko o tym by pobyć sama ze sobą. Może akurat się uda, że następna kupa w pamperze trafi się babci, a Ty wtedy będziesz akurat stała w kolejce na mięsnym. Ot takie małe marzenia... wychodzisz wiec na pełnym wkur**ie bo...

bo w nocy wychodziły akurat górne jedynki... 
bo pies nalał Ci znowu w łazience... 
bo pochłonęłaś pół czekolady, a dietę trzymasz przecież... 
bo mąż dzwonił, albo akurat nie dzwonił... 
bo po prostu. Wścieklizna.

Otwierasz drzwi, pies wyskakuje na Ciebie mokrymi łapami i merda tym ogonem, spieprzaj mała cholero myślisz... dlaczego jesteś taki szczęśliwy? Odpychasz go niezdarnie butem, ZOSTAŃ, krzyczysz albo syczysz... Zamykasz bramę i idziesz... nareszcie... nie, nie nareszcie, zapomniałaś przecież że nie wzięłaś super pro eko toreb na zakupy, bo jednorazówek już nie dają. Źle się zaczyna, wracasz, powtarzasz historie z psem....

Idziesz, oddychasz, próbujesz oddychać, ale świat Cię dziś nienawidzi. Potykasz się o kamień, kamyrdol co to wyszedł spod ziemi nagle i czyha na Twoje poczucie równowagi. Potok przekleństw w głowie i kilka na wiatr... ot dzień jak co dzień. Idziesz wiec dalej, mijasz całkiem dalekiego już Twojego sąsiada, całkiem nowy samochód widzisz i myślisz tym to się powodzi...

Idziesz dalej, sklep na horyzoncie, widzisz pełny parking przed świątynią konsumpcji i już wiesz co Cię czeka... Zastanawiasz czy nie ominęłaś dziś wiadomości, bo towarzystwo robi zakupy jak na wojnę... ilościowo chociaż. A nie, jutro po prostu sobota... Wrzucasz więc produkty do koszyka, ściśle z listą którą uzgodniłaś z rodzicielką w domu, liczysz pobieżnie czy wystarczy Ci kasy... Mąż miał zrobić przelew na "domową" kartę. Nie sprawdziłaś czy zrobił... adrenalina, idziesz na żywioł. 

Teraz stoisz w tej wymarzonej kolejce na mięsnym i już o niej nie marzysz.... znaczy marzysz, kiedy będzie twoja kolej. Potem znów marzysz kiedy będzie Twoja kolej tym razy do kasy, liczysz sekundy kiedy ekspedientka nabija kolejne produkty, pakujesz wszystko do swoich super wytrzymałych toreb... kobieta za Tobą chce zabić Cię wzrokiem mówiącym "rusz się kobieto!". Płatność... lekko spociły Ci się dłonie... transakcja zaakceptowana - oddychasz.

Dziękuje, do widzenia syczysz, bierzesz torby z zakupami wychodzisz. Stoisz przed sklepem i już żałujesz, że nie wzięłaś samochodu. Uszy od toreb wrzynają Ci się w palce, przed Tobą tylko dwa kilometry drogi powrotnej... cudownie myślisz... 

Patrzysz...
Ich troje, Ona jedna, toreb 5.
- Mamo, Mamuś, Mamusiu, powiedz! powiedz! powiedz...
- Kacper uspokój się, nie krzycz, idziemy już do domu.
- Mamo widziałem! Kupiłaś herbatniki i te czekolady, będziesz piekła to ciasto, to wiesz co pieczesz je dla Taty tylko... 
- Mamusiu, Tatuś przyjeżdża?
- Mamo Mamo... powiedz! powiedz! powiedz! powiedz! powiedz! powiedz! ...
- Dobra drużyno, ale obiecajcie że będziecie udawać najbardziej zaskoczonych pod słońcem rano gdy się obudzicie. Tatuś przyjeżdża dziś w nocy, chciał Wam zrobić niespodziankę...
Krzyk, pisk, radość...
Najstarszy bierze dwie największe torby - Chodź Mamo, musimy zdążyć z tym ciastem.
Średni bierze najmłodszą pod rękę, Ona torby, uśmiechają się, odchodzą, szczęśliwi jacyś tacy...

Patrzysz... z otwartą buzią... czujesz wstyd, Twój mąż też dziś przyjeżdża. Świat jakiś taki piękniejszy, torby lżejsze. Wydaje Ci się, że za chmurami przebija się słońce. Teraz już cieszysz się na drogę powrotną do domu. Tęsknisz już za synem, martwisz się czy nie zmęczył za bardzo babci, w końcu już jest co dźwigać. Mijasz znów dom całkiem dalekiego już Twojego sąsiada, przypominasz sobie, że w zeszłym roku Pani tego domu miała wylew, od roku ją rehabilitują, małymi kroczkami wraca do zdrowia. Wstyd Ci... Nie masz nowego auta, ale masz zdrowie, swoje i swoich najbliższych. Zauważyłaś wiewiórkę uciekającą na drzewo... jaki ten świat jest piękny myślisz... wcześniej nie zwróciłaś uwagi. Delikatne krople deszczu zaczynają spływać Ci po policzkach, nie wiesz czy to jeszcze tylko deszcz... Przed Tobą kamień o który się potknęłaś, odkładasz torby, przesuwasz kamień na pobocze... żeby ktoś sobie krzywdy nie zrobił, jakieś dziecko na rowerze myślisz... Już z daleka wołasz swojego psa, biegnie... kochany sierściuch. Wylizał Ci policzki... 

Postanawiasz więcej nie pozwolić aby Twoją głowę opanowała taka wścieklizna... chcesz być szczęśliwa, nie zła...

Wchodzisz do domu, przytulasz syna, uśmiecha się do Ciebie, a wtedy uśmiecha się cały świat. To będzie jeszcze dobry dzień... Nie wiem czy spaliłaś te kalorie, ale na pewno spaliłaś tą złą energie...

A i była bym zapomniała, jeszcze muszę zdążyć upiec pewne ciasto co to go lubi pewna osoba...

2 komentarze:

  1. hehhe no wpisami tośmy się wstrzeliły.. ehh.. czytając, jak bym siebie widziala :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze ze nie jestem odosobniona... już myślałam że wszystkie mamusie, zwłaszcza te internetowe, zawsze takie zadowolone ;-)

      Usuń

Jeśli to, co właśnie przeczytałeś spodobało Ci się, poruszyło Twoje serce, lub usta do uśmiechu, pozostaw swój komentarz.
Jeśli nie, to kulturalna, konstruktywna krytyka zawsze mile widziana.




TOP