środa, 20 stycznia 2016

Matka kontra foch


Można mieć dość swojego dziecka? Można czuć się bezradnym względem jego zachowania? Można być bezsilnym, bez wiary w poprawę? Można. Matka ma dość. Matka jest bezsilna. Matka nie ma więcej pomysłów i nie wierzy już, że będzie lepiej. Może nie cały czas tak Matka ma, ale są takie chwile. W ostatnią niedziele na przykład. W takie dni Matka rozkłada ręce, a w głowie ma wizje jak za paręnaście lat Syn pyskuje, krzyczy, klnie i wali pięścią w ścianę, gdy ta mu zwraca uwagę o wagarowanie... O losie, czy na prawdę, to jak postępujemy z dzieckiem, gdy jego żywot na tej ziemi liczymy ciągle jeszcze w miesiącach, ma wpływ na to, jak nasze dziecko będzie się zachowywało gdy dorośnie? Jeśli tak, to marny los Matki i Męża Szanownego. Bo zanosi się, że rośnie nam mały furiat.

Ostatnio, we wspomnianą niedzielę, Syn miał dzień opętania, jak to Matka z Ojcem stwierdzili. Nie spodziewała się Matka, że roczne dzieci potrafią wpadać tak w szał. Lub furie. Lub robić mega focha. Łotewer. W każdym razie Syn Matki potrafi. A mówią, że istnieje bunt. Bunt dwulatka. Ale nas dopadł inny bunt. Bunt roczniaka. Jak zwykł żartować Ojciec Matki, a Dziadek Syna zarazem.

Matka podeszła do sprawy rzeczowo. Wyselekcjonowała rodzaje furii Syna. 

Studium przypadku.


1. Syn chce, Matka nie pozwala.

Bardzo chciałbym zjeść te kolorowe cukierki co wiszą w tym fajnym białym pojemniku z klapą, do którego mama wyrzuca moją kupkę z nocnika. Ale mama mi nie pozwala... :( Dziś znów podejmę próbę. O nie! :/  Idzie! Szybko... Nie zdążyłem... :( :/ Musze jej pokazać, że mi się to nie podoba, że chce te cukierki i już! Mamo!!!! Mamoooooo! Zostaw mnie, JA chce te cukierki. JA! Mamo!!!! Cuuukierki... Może uda mi się jej wyrwać. Co? Czemu mnie odkładasz na łóżko i zamykasz drzwi do łazienki? Mamo CO TY robisz? Zostaw mnie, JA CHCE iść po te fajne cukierki! :/ Mama tak patrzy na mnie, kiwa głową. Mówi coś, ale nie zwracam na to uwagi, bo JA chce. Te cukierki i już. 

Gdzie jesteś Synuś? O nie. Już zdążyłeś przydreptać do kibelka? Jak Ty jesteś taki szybki na czterech. Mówiłam, że nie wolno grzebać w muszli. Nie wolno. Tu jest baaaa. Nie. Baaaa... zostaw to, idziemy stąd... Już wiem, że będzie popis jak zwykle. Syn krzyczy coś w stylu: maaa, ba ma yyyyiiiiiii iiiiio taaaa maaaaa ma te ka bu bu ma iiiiiiiiiiii!!!!!! ooooo maaa ma keee mii... Zanoszę go na łózko żeby było bezpiecznie, a on kładzie się na plecy, wygina cały do tylu, szarpie się, krzyczy, robi się cały czerwony i tak przez dłuższą chwile. Na prawdę dłuuuuuższą. Na każdą próbę przytulenia, wyrywa się i krzyczy. Uszy więdną. Matka stara się go uspokoić, mówi spokojnie, nazywa emocje, próbuje przytulic. Po dłuższej chwili się uspokaja, ale jakby sam z siebie. Jak by nie słuchał, ani nie widział Matki


2. Chciałbym coś zrobić, ale jeszcze nie potrafię. Nie mogę tego znieść.

Fajna ta piłeczka. Gdy ją lekko trące, ona ucieka i wydaje taki fajny dźwięk. Ciekawe co będzie jak ją popchnę trochę pod łóżeczko. O tyle. Mogę się nachylić i ją dosięgnąć. O mama patrzy. Widzisz? Tam była, a już jest tu. Brawo? Brawo! :) To spróbuję jeszcze raz. O nie. Gdzie ona jest. Widzę ją ale nie mogę jej dostać. Aaaaaa!!! Mamoooo! Mamo widzisz co się stało? Zepsułem. Już nie ma piłeczki. Aaaa! Nie mogę jej dostać... mamoooo....

Syn bawi się kolorową piłeczką z dzwoneczkiem w środku. Lubię go obserwować. Z dnia na dzień jest co raz bardziej precyzyjny w swoich ruchach. Delikatniejszy. Sprawia mu radość, jak piłeczka toczy się, wydając do tego dźwięki. Zawsze bawi się tak samo. Zaraz będzie próbował chować piłeczkę pod łózko i ją stamtąd wyciągać. Gdy wrzuci piłeczkę za daleko będzie afera, że nie potrafi jej wyciągnąć. Zawsze tak jest, to samo robi gdy nie umie sam pić z kubka nie kapka, lub gdy nie może dostać czegoś z ławy. Krzyk i złość. O. Już przedstawienie się zaczyna. Ryk. Kładzie się na brzuchu, głowa na podłodze i rozdzierające wołanie o pomoc. Przytulanie nie pomaga, mówienie, opowiadanie, odwracanie uwagi też nie. Trzeba mu tą piłeczkę podać. Ale wycwaniłam się. Nie podaje mu ot tak do ręki. Przesuwam na tyle by mógł sam dostać i zostawiam. Szybko zaczyna bawić się dalej. Ej dziecko, dziecko... Wszystkiego się nauczysz. Powoli...


3. Nudzi mi się.

Już zrobiłem wszystko, jeździłem autami, czytałem książki, sprawdziłem ziemię w kwiatku, goniłem psa i nie wiem co jeszcze... Mamooo... baw się ze mną.... noooo.... Mama.... Ej! Mamo! Nudzi mi się! Co robisz? Chce popatrzeć co robisz? Nie! nie chce chrupek! Chce widzieć z góry co robisz! Ej!!! Mamooo..... 

Synuś, wiem że Ci się już nudzi, ale mama musi domyć naczynia. Masz tu chrupki, zjedz trochę, mama skończy to się pobawimy. Dobrze? Nie? Wspina się po moich nogach i krzyczy. Nie pomagają kolejne wyciągane zabawki i przekąski, żeby choć jeszcze chwilę zajął się sam sobą. Więc albo krzyczy, a ja kończę swoją robotę, albo kapituluje i się bawimy...

I najgorsze na koniec.


4. Krzyczę i piszczę choć sam nie wiem o co.

Nie będzie tu gonitwy myśli, żadnej ze stron, bo Matka nie wie, co wtedy Syn myśli. Kładzie się na plecach, krzyczy, a właściwie bardziej piszczy i szarpie się. Matka nie zauważyła tu jeszcze powodów takiego zachowania. Choć widać, że coś zwyczajnie nie jest po myśli Syna i dlatego krzyczy. Tylko Matka nie wie co, wiec nie pomoże. Stara się odwrócić uwagę, zagadać. Czasem się udaje.

W ciągu dnia zawsze zdarzają się wszystkie cztery przypadki, każdy co najmniej kilkukrotnie, czasem, tak jak w ostatnią niedziele, jest ich tak dużo, że Matce ręce opadają z bezsilności. Krzyku jest dużo. Jedyna nadzieja w tym, że dzięki opanowaniu i czasem nie zwracaniu uwagi na focha, napady są co raz krótsze. A Syn, co raz chętniej podchodzi do kolejnych prób nauki picia z kubka czy sięgania piłeczki. Chyba zwyczajnie trzeba to przerwać. Dziecko uczy się świata, i nie rozumie, że żarcie kostki z kibla jest niebezpieczne, a pić z kubka nauczy się z czasem dzięki próbom i treningowi. Nie rozumie również, że musi już powoli uczyć się bawić samodzielnie. Bo mama ma wiele innych rzeczy do zrobienia. 

Jeżeli też właśnie przeżywacie etap furii u waszych dzieci to Matka, życzy wam wiele cierpliwości i spokoju(TU)...




foto pixabay.com vlyyn

27 komentarzy:

  1. Tak, czasem lepiej by było być głuchym :) Pozdrowienia ode mnie i Braci Jazgot:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bracia Jazgot :) Ha ha widzę, że u Ciebie jest grubo :)

      Usuń
  2. Jak dobrze wiedzieć ze nie tylko mój pierworodny takie cyrki odstawia :) choć przykro ze musi Pani przez to przechodzić podobnie jak ja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze wiedzieć, że nie jestem sama :) Cierpliwości życzę :)

      Usuń
  3. Ile to razy myślałam, że zwariuje.. ;) Z czasem jest lepiej.. problemy inne ale czym dziecko większe to jakoś bardziej do niego dotrzeć można. Chociaż bywają nadal momenty buntu 6 latka, który chce być dorosły i 2 latki, która jest na "nie" i jak się to u mnie nałoży to...mam dość :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli widzę, że jeszcze mnie trochę czeka różnych furii ;) Jak masz takie fochy razy dwa to serdecznie współczuję i wspieram. Świętego spokoju życzę :)

      Usuń
    2. :) o tak chociaż chwilkę spokoju :) Dla równowagi: czasem bywa tak, że syn bierze młodszą siostrę i mówi "chodź, mama musi teraz coś zrobić więc pobawmy się razem" :) może nie codziennie ;) ale bywa.

      Usuń
  4. Moja mala jeszcze jest za mała na fochy, ale już się boję jak to bedzie potem. Wszystko przede mną :) Oby malutka nie miala charakteru po mamie bo ze mnie jest straszny nerwus :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam nadzieję, że mnie coś takiego ominie ;) A ze mnie też nerwus czasem, tak więc oczekuj nieoczekiwanego Karolina! :)

      Usuń
  5. Oj wiem o czym piszesz. U nas działa nie zwracanie na moją córę uwagi w takich chwilach. A jak do niej mówię, przytulam itp to się tylko nakręca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też już tak robię bo inaczej jest jeszcze gorzej :)

      Usuń
  6. Moja roczniaczka też przeżywa przedwczesny bunt dwulatka. Najgorzej jest, jak jej na coś nie pozwalam, ona płacze, biorę ją na ręce żeby zabawić, a ona mnie wali w twarz. Ostatnio mam tego dosyć i zaczęłam już próbować metod wychowawczych. Odstawiam ją w takiej sytuacji na podłogę, mówię, że jest mi przykro i że brzydko się zachowuje. Ona wyje, próbuje mnie zaraz całować, żeby minęło to, że jestem obrażona. Ale teraz nie daję za wygraną i jakoś to skutkuje. Wcześniej od razu jej "wybaczałam", ale to tylko powodowało, że jeszcze częściej się tak zachowywała. Oj masakra, jak jeszcze się z dzieckiem nie dogadasz, a już ma takie furie. Łączę się z Tobą w bólu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No najgorsze to, że Ci dziecko nie powie o co mu chodzi, a focha strzela ;) Jak kobieta w sumie :D

      Usuń
  7. Znam z autopsji, na szczęście ostatnio pojawia się to rzadziej albo rzadziej się pojawiało. Teraz ten foch czasem nadchodzi niespodziewanie... Trzeba przeżyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się Matko Puchatka :) Jest nadzieja że z tego wyrośnie :)

      Usuń
  8. Czasem mam wrażenie że te bunty to są w każdym wieku :)) Cóż zrobić trzeba przeżyć... pozdrawiam i cierpliwości dużo ,dużo:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wytrwałości Ci życzę! I sobie. Bou mnie choć bardziej "dorosłe problemy" to też syreny 15 razy dziennie o.O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, dzieci rosną, to i bunty bardziej poważne ;)

      Usuń
  10. Henio jeszcze jest za mały, żeby się fochać, ale zobaczymy co będzie dalej... i jak sobie z tym poradzę.
    O ILE! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może Henio pozwoli, aby jego mamę ominęła ta wątpliwa przyjemność znoszenia fochów :)

      Usuń
  11. Jak dobrze czasem przeczytać coś takiego! I mieć świadomość, że nie jestem sama,że jest nas wiele.
    Mam wrażenie, że u mnie im dalej tym gorzej a mówili na odwrót :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łączę się z Tobą w bólu, damy jakoś radę :)

      Usuń
  12. Jedynym sposobem jaki- jako tak działa jest moja ignorancja, jak Młoda zaczyna się drzeć wychodzę z pokoju i zatykam uszy...
    Sposobem na spokój przy przygotowaniu posiłków był u nas zakup literek magnetycznych i przyczepienie ich na lodówce, Młoda mała wtedy była i literki dały radę ( szybko się ich dodatkowo nauczyła), teraz idzie do siebie i koloruje, albo demolkę urzadza, ale bez krzyków więc jest to do przeżycia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt z ta ignorancją, powtarzają to wszystkie mamy. Ale na prawdę, trudno jest stosować tą technikę, bo naturalny odruch jest żeby dziecko uspokoić ;)

      Usuń
  13. ... o kurcze! Zachęcający ten wpis, nie ma co! :D
    Na szczęście mnie nie zniechęciłaś do starania się o dzieci :)
    Powodzenia, cierpliwości i spokoju :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To takie mam nadzieje przejściowe problemy, które nie umniejszają radości z macierzyństwa :) Tak wiec, do dzieci to ja zachęcam, mimo że strzelają fochy :)

      Usuń

Jeśli to, co właśnie przeczytałeś spodobało Ci się, poruszyło Twoje serce, lub usta do uśmiechu, pozostaw swój komentarz.
Jeśli nie, to kulturalna, konstruktywna krytyka zawsze mile widziana.




TOP