środa, 25 stycznia 2017

Pragnienie

Gdzieś niedaleko. Całkiem blisko. Jesteś. Obok mnie. Ze mną nie, nie, nie wiem. Codziennie. Rano, wieczorem i w nocy zawsze. Trwasz tak już od lat. Zdawało by się niezmiennie. Miotasz mną jak chcesz. Masz władzę absolutną. Moc dawania radości, miłości, pociechy, bezpieczeństwa, ukojenia, uniesienia, łez, bólu i rozczarowania. Jesteś wszystkim i jedynym. Szaloną nocą przepitą za mocnym alkoholem, ciepłym kocem zimową porą, złotą rączką, schronieniem, przyjacielem.

Pozwoliłeś mi na to upojenie. Stopniowo doprowadziłeś do utraty zmysłów. Uzależniłeś. Ubezwłasnowolniłeś. Dałeś wszystko, choć czasem nie dajesz nic. Stworzyłeś mnie taką, jaką teraz jestem. Ulepiłeś i urobiłeś wedle swojego uznania. Porwałeś, przytuliłeś, powiedziałeś, że nie oddasz. Masz mnie.

Masz mnie całą, od początku do końca. Masz moje ciało. Od czubka palca po czubek głowy. Masz moją duszę. Wrażenie mam, że od początku jej istnienia. Masz moje serce, byleś w każdym jego zakamarku, wszędzie zostawiłeś swój ślad. 

Jestem jak liść na wietrze, drżę w oczekiwaniu na każdy Twój gest. Wystarczy mi podmuch lekki by zakołysać się błogo. Czekam na ten wzrok. Ten który zaczarował, ten który zniewolił. Marzę o tym szepcie na moim karku, o tej dłoni na moich włosach. Ciągle myślę o tych słowach. Słowach którymi mnie karmiłeś, których mnie nauczyłeś. 

Zrobiłeś wszystko bym pokochała Cię tak, jak nawet nie śniłam. Dokonałeś tego, co miało się nigdy nie zdarzyć. Masz moją miłość, pierwszą, jedyną, prawdziwą i wierną. Masz wszystko o czym może marzyć mężczyzna. Zostało Ci jeszcze jedno zadanie. Nie stracić. Nie zniszczyć. Nie zaniedbać. Nie skopać. Nie zabić tej miłości.

Bo więdnę w oczekiwaniu na gesty. W oczekiwaniu na słowa. Usycham z pragnienia. Pragnienia Twojej miłości, uwagi, ciepła, ciała. Marnieje w oczach czekając, w oczy patrze. Wypatruje tego błysku, co go znam. Tego z przed lat. Pojawia się czasem by spowodować kołatanie serca. Przyprawia mnie o zawrót głowy, żołądek ściska niebezpiecznie, rozbudza pragnienie. Pojawia się i karze mi czekać. Czekać na te słowa dwa, które ściskają serce, które je karmią i dają mu siłę. Patrze w te oczy i czekam. Cisza świdruje mój mózg, penetruje serce, zostawia po sobie zgliszcza. Nie daje mi spokoju. Widzę w Twoich oczach wszystko to co chcę usłyszeć, ale nie słyszę.

Cisza.

Zabija mnie.

Nie daje mi potwierdzenia.

Brak mi pewności.

Odsuwam się.

Czuję Twoją dłoń na ramieniu. Przyciągasz mnie. Ciepło ogarnia ciało, usta zamierają. Wyczekują w napięciu. Na policzek spadają słowa, KOCHAM CIE, wypowiedziane pośpiesznie, szeptem... Szczerze.

I znów żyję. Jak ta ćpunka, po zażyciu kolejnej dawki. Upojona. Znów mogę latać i oddać Ci wszystko z nawiązką. Tylko mi mów. Mów do mnie jeszcze. Mów mi to co słyszeć chcę. Karm mnie miłością...

Kocham Cię.






foto unsplash.com Jairo Alzate

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli to, co właśnie przeczytałeś spodobało Ci się, poruszyło Twoje serce, lub usta do uśmiechu, pozostaw swój komentarz.
Jeśli nie, to kulturalna, konstruktywna krytyka zawsze mile widziana.




TOP