Miałam tego tekstu nie pisać. Bo to już jakiś czas po premierze, kto już miał obejrzeć to obejrzał, kto się miał popłakać to się popłakał, kto miał pięści zacisnąć, już to zrobił. A jednak nie mogę zaznać spokoju odkąd wyszłam z kina te kilka dni temu. Jako Matka przede wszystkim i jako Polka też. Dawno, bardzo dawno (o ile w ogóle), nie byłam na takim seansie po którym widzowie opuszczali by salę kinową w tak grobowej ciszy i to aż do wyjścia na zewnątrz budynku. I na tym właściwie mogłabym zakończyć to moje silenie się na recenzję, bo takie zachowanie widza mówi samo za siebie, choć było milczeniem. Więc to nie będzie recenzja, nie powiem Wam czy warto, czy nie warto oglądnąć Wołyń, nie ustosunkuje się do sytuacji geopolitycznej w latach poprzedzających rzeź wołyńską, nie skomentuje efektów specjalnych, budżetu filmu ani gry aktorskiej. Powiem Wam jednak, co ten film zrobił z moim - Matki sercem, a zrobił wiele złego.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja filmu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja filmu. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 24 października 2016
wtorek, 8 marca 2016
7 rzeczy których (nie)wiecie o facetach
recenzja filmu
Matka była w kinie, a to, samo w sobie jest już wydarzeniem. Bo skoro do kina trzeba jechać 40 km to sami rozumiecie... No ale prowincja rządzi się swoimi prawami. To tak tytułem wstępu. Bo właśnie wizyta w kinie zainspirowała Matkę do popełnienia tego tekstu. Taka nowa, ponoć jakiej jeszcze nie było, komedia. 7 rzeczy których nie wiecie o facetach. Tytuł intrygujący, sądząc po frekwencji w kinie, wiele i kobiet i mężczyzn chciało się tych 7 rzeczy dowiedzieć. Matka wyłuskała z tego obrazu 7 tych (nie)wiadomych rzeczy. Swoim bardzo subiektywnym okiem. A więc rozgość się mój drogi gościu, weź ciasteczko, kawkę i poczytaj. Ja stawiam. Może czegoś o facetach się dowiesz.
poniedziałek, 9 listopada 2015
Moja subiektywna opinia. SPECTRE. Recenzja filmu.
recenzja filmu
foto znalezione w internetach
Tak! Matka była w kinie. Czasem się zdarza, ostatnio jak była w ósmym miesiącu ciąży. Nie polecam zresztą. Bo z filmu nie wiele pamiętam, byłam siku 3 razy. Toalety w kinie całkiem przestronne za to były. A tu taki psikus, trafiła się okazja by znów kino odwiedzić, być może bez zwiedzania toalet w trakcie seansu tym razem. Okazja była taka, że Brat no.1 w raz z Szanowną Małżonką notabene w pierwszym trymestrze ciąży, zaproponowali strudzonej Matce seans. Że zabiorą, zawiozą odwiozą i w ogóle. Nie wiem czemu, z litości być może. To pojechała Matka. Czterdzieści kilometrów w jedną stronę. By zobaczyć Jego. Bonda. Jamesa Bonda. Na dużym ekranie.



