czwartek, 1 marca 2018

Dobry czas


Nigdy nie jest dobry czas. A życie dzieje się zdecydowanie za szybko. Nigdy nie jest dobry czas, a żyć trzeba. Nigdy nie jest dobry czas na dziecko. Tak mówią. Ci ciągle niezdecydowani. Mają racje, moim zdaniem. Bo nigdy nie jest dobry czas na przewracanie swojego życia do góry nogami. Jest ktoś kto twierdzi, że jego życie się nie zmieniło po zostaniu rodzicem? Myślę, że taki ktoś kłamie. To nie jest oczywiście tak, że nagle stajesz się innym człowiekiem, nie chodzi o to że po urodzeniu dziecka musisz zrezygnować ze swoich pasji albo stajesz się słodko pierdzącym robotem z kaszką zamiast mózgu. Ale życie się zmienia, a na początku wywraca się do góry nogami. Nikt nie mówi, że te zmiany są na gorsze, ale o tym można przekonać się dopiero decydując się na dziecko, mimo że ciągle nie jest to dobry czas. 

Z decyzją o pierwszym dziecku jest fajnie. Bo nie wiesz czego się spodziewać. Jest dokładnie tak jak z pierwszym porodem, idziesz nieświadomie jak ciele prowadzone na rzeź. Choćbyś przeczytała całe internety to i tak nic nie wiesz dopóki tego nie przeżyjesz. Z decyzją o pierwszym dziecku, mimo że czas ciągle nie jest dobry, można jakoś przejść do porządku dziennego. Karierę można zaplanować, mieszkanie zmienić, trochę pokalkulować, zacząć działać i mieć nadzieje, że będzie tak pięknie jak w reklamach mleka modyfikowanego. Dochodzi do tego jeszcze adrenalina i chęć przeżycia w końcu tego o czym tak wszyscy mówią. Więc i z decyzją łatwiej.

Pierwsze dziecko w ogóle jakoś tak pojawia się naturalnie, taka kolej rzeczy jest po prostu. Jeżeli tylko chce się mieć dziecko i ma się trochę szczęścia to prędzej czy później się ono pojawi. Też chciałam mieć dziecko, mimo że nigdy nie klasnęłam w dłonie i nie rzekłam do męża "kochanie od dziś staramy się o dzidziusia" to na potomstwo byłam otwarta. Gdy zostaliśmy rodzicami, a zaraz po porodzie słyszałam pytania "to kiedy następne?" robiło mi się niedobrze. Odpowiadałam z przekąsem, że za dziesięć lat albo wcale. W sumie sama uwierzyłam w to co mówię i dość długo żyłam w tym przekonaniu. Widok kobiet w ciąży i małych dzieci w cale mnie nie rozczulał. Miałam swoje szczęście, dla którego uczyłam się być mamą i to mi w zupełności wystarczało. 

Rozumiem wszystkie pary które świadomie pozostają przy jednym dziecku i nie decydują się na następne. Bo naprawdę ciężko o dobry czas na to drugie. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że dobry czas najprawdopodobniej nigdy nie nadejdzie. U nas tak było. Zaczęłam pracę, przestałam wyglądać rano jak zombie, dziecko poszło do przedszkola, nawet w końcu trochę schudłam. Ciągle słyszałam teksty w stylu: "to kiedy drugie?", "przydała by się siostrzyczka", "nie zwlekaj z decyzją, żeby nie było za późno", "już chyba najwyższy czas na kolejne dziecko?" itd. Najwyższy czas? Serio? Kiedy i gdzie bo ja nie widzę. 

Z mężem wiedzieliśmy, że chcemy mieć dzieci więcej niż jedno, a mimo to dobrego momentu wciąż nie było. Dlatego i tym razem nie klasnęłam w dłonie i nie rzekłam do męża "kochanie od dziś staramy się o rodzeństwo dla Pierworodnego". Prościej było dać zdecydować mężowi. Założyłam się z losem "przecież za pierwszym razem i tak się nie uda", oczywiście los i mąż wygrał zakład. Stałam się najszczęśliwszą mamą pod słońcem. Mamą podwójną. Do porodu już tylko 3 miesiące, a my z radością oczekujemy kolejnego dziecka. 

Mimo, że czas nie był ani zły, ani dobry, ani najwyższy. Po prostu był. Życie toczy się dalej, czas nadal biegnie i nagle stał się najlepszy i jedyny w swoim rodzaju. 

Czas oczekiwania.

Ktoś oczekuje razem ze mną?






Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Jeśli to, co właśnie przeczytałeś spodobało Ci się, poruszyło Twoje serce, lub usta do uśmiechu, pozostaw swój komentarz.
Jeśli nie, to kulturalna, konstruktywna krytyka zawsze mile widziana.




TOP