środa, 19 września 2018

Na podglądzie


Wyobraź sobie, że jest godzina 23.17, a Ty właśnie kładziesz się do łóżka. Udało Ci się położyć dzieci spać jeszcze przed dziewiątą. Potem jeszcze tylko ogarnęłaś stertę prania i „przeleciałaś” przez dom zgarniając co większe porozrzucane zabawki, ubrania i inne graty które nie wiedzieć czemu codziennie wędrują po wszystkich pomieszczeniach w sposób co najmniej mało logiczny. Pluszaki są w kuchni, brudne talerze w salonie, samochodziki w Twojej sypialni, kurtka na komodzie, książeczki w łazience itd. W między czasie za winklem kuchni mąż z zaskoczenia klepnął Cie w tyłek, ale w ferworze odgruzowywania domostwa zignorowałaś ten gest i nawet nie zauważyłaś, że On patrzy na ciebie TYM wzrokiem. Potem zobaczyłaś siebie w lusterku i stwierdziłaś że tutaj szybkie odgruzowanie nie wystarczy. Ostatecznie nawet ogoliłaś nogi i wklepałaś w twarz krem, który miał zdziałać cuda z Twoją zmęczoną facjatą, ale jak wiadomo cudów nie ma.

Teraz leżysz i rozmyślasz ile razy tej nocy wstaniesz do dzieci i na samą myśl już jesteś niewyspana. Nagle czujesz, że Jego ręka wędruje od Twoich pleców do pośladków i przypominasz sobie jak przez mgłę Jego obłąkany wzrok z wieczora. Poczułaś tą znaną Ci falę gorąca, jeszcze chwilę się opierasz, przez moment wygrywa zmęczenie, ale gdy On zaczyna Cię całować po karku to kapitulujesz i z radością poddajesz się jego ciepłym dłoniom. Jest miło, ciepło, sapiąco i prawie całkiem zapomniałaś że dwa metry dalej śpi kilkumiesięczny mleczny nocny wilkołak gotów w każdej chwili domagać się dostępu do Twych piersi, które w tym momencie nie były bufetem. Wtedy On się zatrzymał i zadał to jedno pytanie.

-Wyłączyłaś nianie?

- O ku*****.

I wtedy przypominasz sobie, że przecież mieszkacie z rodzicami, a odbiornik elektronicznej niani stoi na komodzie dwa metry od drzwi ich sypialni.

No i atmosfera sobie wyszła. Przez nianie. I to elektroniczną. Bo żeby to jeszcze była młoda blond licealistka która zajmuje się waszym dzieckiem wieczorami gdy chcecie wyjść ze znajomymi to można by było to zrozumieć. W końcu taka „żywa” niania to może wpływać na relacje małżeńskie, zazdrość i te sprawy. Ale żeby elektroniczna?

Owszem. Elektroniczna. I to nie byle jaka, tylko z bajerami. Przecież jak ją wybierałaś to nie spodziewałaś się że zamiast podglądać na niej Twoje słodkie śpiące maleństwo, to sama wystawisz siebie na podsłuch. Więc wybrałaś, taką ładną, z kamerą i z kołysankami. Taką co to możesz dzięki niej powiedzieć coś uspokajającym głosem do swojego przebudzającego się małego śpiocha w sypialni na górze bezpośrednio z kuchni na dole, bez biegu co drugi stopień z językiem na brodzie, bo posiada dwukierunkową komunikacje. Taką z kolorowym ekranem LCD i automatycznym trybem nocnym, dzięki kamerze na podczerwień. Bezprzewodową, dzięki której możesz zostawić śpiące dziecko w łóżeczku i bez obaw wyjść przed dom poplotkować z sąsiadką. Z czujnikiem temperatury i alarmem. Ze wszystkim tym co uznałaś za ważne i najlepsze.

A ja? Ja na szczęście też mam taką nianie i na szczęście zawsze wieczorem ją wyłączam. I choć pytanie, „wyłączyłaś nianie?” czasem pada i w naszej sypialni, to nie psuje atmosfery. W końcu z niani elektronicznej jesteśmy bardzo zadowoleni. Bardziej niż z tej blond licealistki – chociaż to zdanie moje, nie męża. Używamy jej nie tylko do podglądania niemowlaka podczas snu, ale także do podglądania starszaka podczas zabawy w pokoju na górze, gdy my jesteśmy akurat na dole. Na imprezach też sprawdza się przednio. Bo my bez obaw możemy biesiadować w salonie, a dzieci bawić się w pokoju dziecięcym nie wiedząc nawet że są podglądane przez Wielkiego Brata. Bo Wielki Brat czuwa i to wszech stronnie, jego oko jest sterowane elektrycznie zarówno w pionie jak i w poziomie. I wstyd się przyznać, ale starzy mają niezłą radochę z tego podglądania i podsłuchiwania dzieciaków podczas zabawy. To tak trochę jak podglądanie dzikich zwierząt w ich naturalnym środowisku. Nagle okazuje się że kilkulatki umieją się same dogadać i zorganizować sobie zabawę, a ingerencja dorosłych jest prawie zbędna. Serio. I jak bym miała wymienić największe plusy i minusy tego gadżetu to z plusów była by to właśnie niezależność naszych dzieci, wprawdzie „na podglądzie” ale jednak. Niezależność która wynikła całkiem przypadkowo, bo niania miała być przecież dla niemowlaka, a nie dla starszaka. A minusy? Właściwie ich nie widzę, ale jak już bym musiała wymienić to brakuje mi tylko żeby kamera również posiadała akumulator. Dzięki któremu mogłabym zostawić śpiącego niemowlaka we wózku w ogrodzie z kamerą, a sama w kuchni kończyć gotować obiad i widzieć kiedy się obudzi. Ale jak wiadomo jest to prawie niemożliwe, bo niemowlaki tak na prawdę tyle nie śpią, albo budzą się jak tylko wózek przestanie jechać. Też to znasz?

Ach zapomniałam dopisać jak się skończyła pierwsza część tej historii, tuż po pytaniu "wyłączyłaś nianie?". I chyba już nie dopiszę tego zakończenia. Pozostawię je Waszej wyobraźni...

Wystąpili:
Dzieci nasze, sztuk dwie.
Dzieci naszych znajomych i rodziny, sztuk wiele.
Nikomu nie winna blond licealistka.
Rodzice śpiący i niczego nieświadomi.
Pogadana sąsiadka.
Niania elektroniczna od Vtech Polska.
Wózek z niezłym przebiegiem.
I wiele innych.






PS: Jak byście zastanawiali się nad kupnem niani takiej jak nasza to tutaj macie bezterminowy kod rabatowy do wykorzystania w sklepie internetowym: matka15%



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli to, co właśnie przeczytałeś spodobało Ci się, poruszyło Twoje serce, lub usta do uśmiechu, pozostaw swój komentarz.
Jeśli nie, to kulturalna, konstruktywna krytyka zawsze mile widziana.




TOP